7-10,8 min

Moja córka zmarła w szóste urodziny. Dostałem album z jej siódmych.

Nie potrafię opisać jak się teraz czuję. To, co właśnie doświadczam jest tak odległe od normalności... Jestem prawie przekonany, że oszalałem.

Prawie.

Moja żona, Kasia, zmarła podczas porodu. Była wspaniała, zabawna, inteligentna, uparta. Kobieta, której śmiech był tak głośny, że jedzenie w restauracjach było wyzwaniem, której wzrok był tak głęboki, że wprawiał moje ręce w drżenie. Straciłem ją, kiedy urodziła naszą córeczkę - Sandrę.

Mógłbym odrzucić Sandrę za to, że odebrała to co było kiedyś moje, w sposób wyjątkowy, ale jednak moje. Za zabranie tego, co było prawdziwie i całkowicie szczere. Jednak tego nie zrobiłem. Wiedziałem, że Kasia nie chciałaby żadnego odrzucenia. Nie chciałaby, żeby życie naszego jedynego dziecka było zrujnowane przez nienawiść.

Jednak, nie chodzi o żal, ani o nagły cios z powodu utraty miłości swojego życia. To coś bardziej przerażającego.

Moja córka była żwawa, energiczna i bardzo głośna, skakała po placu zabaw, siała spustoszenie w przedszkolu. W jej szóste urodziny zaplanowaliśmy wypad z jej przyjaciółmi do kina. To pozostawiło ją na tyle pełną energii, że ledwo mogłem za nią nadążyć, kiedy zawzięcie wtapiała się w tłum na chodniku. Co jakiś czas odwracała się w morzu ludzi krzycząc 'Tato, szybciej!' niemal zirytowanym tonem. Nie potrafiłem jej nie kochać.

Próbowałem ją dogonić, naprawdę. Była tak zajęta oglądaniem się za mną, że wybiegła na ulicę i przejeżdżający autobus nie zdążył zahamować. Obrzydliwe chrupnięcie, świat zamarł. Utuliłem jej pokiereszowane ciało w swoich ramionach, zbyt sparaliżowany żeby ją opłakiwać, zbyt zraniony żeby się ruszyć. Jedyne co czułem to ciepła krew przesiąkająca moje ubranie. W szoku w jakim byłem, potrafiłem tylko zastanawiać się jak dopiorę moje spodnie. To brzmi paskudnie, wiem, ale strata jak ta odziera człowieka ze wszystkiego i zostawia go ze zwyczajnymi, codziennymi myślami.

Kolejny tydzień był zamglony. Nie potrafię umieścić ani jednego wspomnienia w odpowiednim miejscu - między przyjaciółmi i rodziną składającymi kondolencje i moimi własnymi załamaniami i nagłymi wybuchami płaczu. W każdym momencie, gdy trzaskały drzwi, szumiała lodówka lub było słychać głosy w radio.

Uczestniczyłem w jej pogrzebie ubrany na czarno. Mówiąc 'ubrany na czarno' nie mówię tu tylko o ubraniach. Każda moja cząstka była w żałobie. Nie czułem, ani nie mogłem myśleć, dzień mijał, a ja zachowywałem pozory, jak człowiek stąpający w miejscu. Każdy chciał mi coś powiedzieć na temat Sandry, jaka to wspaniała była, niczym anioł. Tak jakbym nie wiedział i nie zdawał sobie sprawy, jakim darem była moja córka.

Pewien mężczyzna wyróżniał się spośród reszty. Kiedy podszedł do mnie, podarował mi dużą, skórzaną książkę. Wtedy założyłem, że to rodzic któregoś z przyjaciół Sandry wręczający mi kolekcję zdjęć jej przyjaciół. Być może byłem zbyt oszołomiony, żeby w ogóle zauważyć jak zimne miał ręce i to, że ani razu nie wspomniał o mojej córce.

Przez miesiąc byłem zagubiony. Piłem i siedziałem sam w naszym mieszkaniu, oglądałem stare nagrania – zbyt osłupiały, żeby zapłakać. Płakałem jedynie wtedy, kiedy przychodziła moja siostra i trzymała mnie za rękę. Mówiąc do mnie wychodziłem ze swojej skorupy. Siedziała i słuchała nawet moich najbardziej pokręconych myśli.dzięki Udawało jej się delikatnie wyciągnąć mnie ze szponów depresji. Nie całkowicie, ale wystarczająco, żeby znów żyć prawie normalnym życiem.

Przyszedł czas, kiedy otworzyłem książkę. Zdecydowałem, że zapamiętam Sandrę za radość, którą otaczała mnie i przygotowałem się na rozmyślanie o jej życiu bez uczucia bycia przygnębionym.

Otworzyłem na pierwszej stronie. W zasadzie była to okładka pełna zdjęć mojej dorastającej córki. Zmarszczyłem brwi. Zdjęcia były zrobione z pewnej odległości, lekko rozmazane, nawet byłem na kilku z nich.

Poczułem mdłości, ale miałem nadzieję, że kolejne zdjęcia coś wyjaśnią. Zastanawiałem się nad wszelkimi możliwymi sposobami, w jaki mężczyzna mógł wejść w posiadanie tych zdjęć, żeby bez poczucia niepokoju, rozpaczliwie przeglądać wydarzenia z życia mojej córki. Zdjęcia były coraz bliższe urodzinom Sandry. Widziałem moment, kiedy podarowałem jej mały rowerek na piąte urodziny, a nawet obdarte przez ten prezent kolana. Książka miała tak dużo stron, że byłem przekonany, iż dalsze strony są puste. Było tam jej zdjęcie, moment przed wyjściem do kina w jej szóste urodziny – rozpoznałem jej różowy płaszcz przeciwdeszczowy, który bardzo chciała ubrać oraz moje ręce na jej ramionach.

Nie było zdjęcia z wypadku.

Zamiast tego, wewnątrz książki jej życie toczyło się dalej. W jej siódme urodziny – ja i ona zostaliśmy uwiecznieni na zdjęciu, pokryci farbą, z ogromnym płótnem na ziemi, z niesamowicie niechlujnym obrazkiem. Jej siódme urodziny!

Jej siódme urodziny. Realność tego co zobaczyłem uderzyła mnie i natychmiast zamknąłem książkę. Siedziałem tak, przy kuchennym stole gapiąc się na skórzaną okładkę. To musi być jakiś okrutny fotomontaż, taką przynajmniej miałem nadzieję. Ktoś poświęcił dużo czasu, żeby wykręcić mi chory numer. Powiedziałem, że miałem nadzieję, bo w istocie – nie mogłem uwierzyć w żadne inne wytłumaczenie, jeśli takowe istniało.

Zaciskając zęby, zdecydowałem, że nie mam nic do stracenia i przeglądałem dalej.

Nie potrafię wyjaśnić, co dokładnie czułem, kiedy obracałem strony. Mógłbym próbować, ale nic nie było w stanie przygotować człowieka na coś takiego.

Jej życie toczyło się dalej, strata mleczaków, jej pierwszy dzień liceum. Z coraz większym opętaniem przewracałem strony, aż zacząłem coś dostrzegać. Fotograf był coraz bliżej. Bliżej niej. Gdy dorastała – nie na każdym zdjęciu, ale w każdym okresie życia – fotograf zbliżał się coraz bardziej. Coraz odważniej, jak sądzę.

Była piękna. Oszałamiająca. Jako nastolatka była niesamowicie podobna do matki - jej loki, jej uśmiech. Ja także się starzałem, ale zdjęcia obejmowały mnie coraz mniej i mniej.

Jej szesnaste urodziny były dziwne. Grupa jej przyjaciół, pijąca z plastikowych kubków na pikniku. Ktoś stał w tyle. Blisko parkowych zarośli, gdzie to miało miejsce, stała mroczna postać. Gdyby nie cień, który mężczyzna rzucał na trawę, zostałby niezauważony. Odchyliłem się i wypuściłem powietrze. To było zbyt niepokojące. Byłem tak zajęty oglądaniem dorastającej córeczki, że nie pomyślałem, jak to wszystko może się skończyć. Chwile jak te są tak absurdalne, że czasami odrywasz się od nich. Czułem się jakbym oglądał w telewizji siebie przeglądającego te zdjęcia, tak jakby to był sen albo program telewizyjny.

Kontynuowałem.

Ciemna postać była coraz bardziej obecna na fotografiach. Niemalże mogłem ją dokładnie opisać. Jej obecność górowała i gdy odwracałem strony miałem nadzieję, że już jej nie zobaczę. Zamiast tego, wraz ze zdjęciami zbliżającymi się do jej osiemnastych urodzin (każde urodziny były oznaczone podpisem 'Kolejny rok.') była w miejscach, których nie rozpoznawałem.

Zdjęcia były zrobione w słabo oświetlonym domu. Twarz Sandry wykrzywiona była strachem, bijąca całą gamą dziwnych min. Czasami ubrana jak królowa z dawnych czasów, a innym razem jak pokojówka czyszcząca podłogi. Ubiór jednak nie miał znaczenia. Na każdym zdjęciu jej twarz wyrażała rozpaczliwy ból, a postać mężczyzny była jeszcze bliżej - jego nogi. ramię pojawiało się na każdej fotografii. To mnie zabijało. Dodatkowo Sandra miała sińce na twarzy. Wyglądała chudo, może nawet wyglądała na chorą.

Nie mogłem dalej.

To było chore. Zupełnie chore.

Moja dziewczynka.

Nie poddawałem się.

Ostatnie zdjęcie na które spojrzałem nim zatrzasnąłem książkę i przysiągłem sobie że jej już nigdy nie otworzę, było zrobione w jej osiemnaste urodziny. Widniało tam napisane niechlujnym charakterem pisma 'W końcu'. Patrzyła prosto w obiektyw, płacząc. Klęczała, ubrana w czarną suknię wieczorową – z jabłkiem w ustach, rękami związanymi za plecami. Makijaż miała rozmazany przez łzy. Wyglądało to tak, jakby mnie prosiła, błagała o pomoc. Nie mogłem.

Zamknąłem książkę i opuściłem pokój, moje ciało poniosło się w konwulsyjnym płaczu. Nie mogłem zadzwonić na policję. Była martwa.

To co nie pozwala mi spać w nocy, to nie zawartość książki którą zobaczyłem. To było to, że tak wiele stron jeszcze zostało.

Brak komentarzy